Zabić zabójcę!

May 21st, 2007

Nowosądecki szpital walczy z rakiem nową bronią – uruchomiono chemioterapię ambulatoryjną.
Chorzy, którzy toczą batalię o życie z chorobą nowotworową, nie muszą teraz podróżować do Krakowa. Narodowy Fundusz Zdrowia zakontraktował „chemię” dla sądeckiej lecznicy kwotą 100 tys. złotych. Kontrakt podpisany do końca roku gwarantuje 55 zabiegów w ciągu miesiąca.
Dyrektor lecznicy Artur Puszko zapowiada, że na tym nie kończą się jego starania o rozwój onkologii na Sądecczyźnie. Chce wybudować specjalistyczny oddział onkologiczny, który zapewni pacjentom pełen wachlarz usług – począwszy od diagnostyki poprzez chirurgię onkologiczną, a skończywszy na radioterapii. W tej chwili, aby skorzystać z takich zabiegów trzeba jeździć do Krakowa, Brzozowa na Podkarpaciu, albo do Gliwic.
Plan dyrektora Puszko jest bardzo ambitny, biorąc pod uwagę szacunkowy kosztorys przedsięwzięcia opiewający na około 30 mln złotych. Pieniądze na ten cel obiecano już jednak w ministerstwie zdrowia (10 mln zł) i w małopolskim urzędzie marszałkowskim (20 mln złotych).
– Mam nadzieję zdobyć w tym roku 400 tysięcy złotych na dokumentację. W przyszłym roku rozpoczęlibyśmy budowę. W 2009 onkologia mogłaby już funkcjonować – mówi Puszko. I dodaje, że nie ma z czym zwlekać…
– Co roku na raka umiera w Polsce 90 tysięcy ludzi. To pierwszy pod względem liczebności ofiar „zabójca”. Nowotwór wyprzedził choroby serca, które dotąd były najczęstszą przyczyną zgonów – mówi dyrektor szpitala.
Sala, w której odbywają się zabiegi chemioterapii w sądeckim szpitalu na razie ma trzy łóżka. Jeśli okaże się, że zapotrzebowanie jest większe – dyrektor zapewnia, że szpital sprosta wyzwaniu.
Najważniejsze jest to, że chorzy po zabiegu będą mogli szybko znaleźć się w domu. Podróże z Nowego Sącza do Krakowa i z powrotem, nie sprzyjały szybkim powrotom do dobrego samopoczucia po przyjęciu dawki „chemii”, która zabija komórki nowotworowe, ale wywołuje też skutki uboczne.
Leki przygotowywane są na miejscu – w szpitalnej aptece, która zyskała specjalny system zabezpieczeń chroniący przed wydostaniem się trujących substancji wykorzystywanych do produkcji specyfików na zewnątrz. Co ciekawe – uruchomienie chemioterapii w sądeckim szpitalu nie wymagało niemal żadnych wydatków. Budynek, w którym odbywają się zabiegi był do dyspozycji od dawna. Przygotowywano go z myślą o uruchomieniu przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, ale wobec przedłużania się procedur zmieniono koncepcję.
Dzięki chemioterapii można niszczyć komórki nowotworowe w całym ciele, gdziekolwiek by się one nie znajdowały.
W zależności od typu nowotworu i stadium jego rozwoju można wyleczyć chorobę nowotworową, powstrzymać jej rozwój i tworzenie przerzutów, lub spowolnić jej postęp.
iwona kamieńska

Autor artykułu:

Festiwal Zupy na Kazimierzu

May 19th, 2007

Wielkie święto zupy przypada w tym roku na 19 maja w sobotę. Wygłodniali mieszkańcy Krakowa oraz przybyli specjalnie na tą okazję turyści z niecierpliwością oczekują, by zanurzyć łyżkę w smakowitych daniach.

Impreza rozpoczyna się o godz. 16. Organizatorem muzycznego festiwalu połączonego z degustacją najróżniejszych zup jest po raz szósty Teatr KTO. Wystawcy oferują darmową próbkę swoich specjałów, a jury pod przewodnictwem Piotra Bikonta i Roberta Makłowicza, zazwyczaj godzinach nocnych (ok. 21 – 22) wybiera najlepsze z nich.

Nagrodą będzie Złota, Srebrna i Brązowa Patera. Uczestnicy indywidualni przygotowują 10 litrów zupy, natomiast restauratorzy po 30. Wystarczy więc dla każdego. Tym bardziej, że tradycyjnie przygotowana zostanie również zupa “placówka” finansowana przez wszystkich biorących udział w konkursie. Jak co roku, przedsięwzięciu towarzyszą pokazy i występy artystyczne. Wystąpi: Kabaret Kuzyni, Teatr Proscenium, Teatr KTO, Quo Passa, Sandaless. Festiwal organizowany jest pod honorowym patronatem prezydenta miasta Krakowa.

Jeśli w planowaniu codziennego menu brakuje ci już pomysłów na zupę, oto kilka nagrodzonych przepisów:

Zupa oliwkowa z mascarpone (pierwsza nagroda Festiwalu 2006

oliwa
świeży czosnek
bulion doprawiony oliwą i ziołami do smaku
oczyszczone i posiekane zielone oliwki
mascarpone
pieprz
sól

Do przygotowanego wcześniej lekkiego bulionu o wyrazistej nucie ziołowej (tj. doprawionego wedle gustu, aczkolwiek bazylia najmilej widziana), wrzuć oczyszczone wcześniej oliwki i gotuj sumiennie przez 5 minut. Następnie cierpliwie miksuj wywar, aż stanie się gładki i jedwabisty dla najbardziej wrażliwego podniebienia. Jeśli jesteś osobą doceniającą subtelne niuanse smaku, kierując się własnym doświadczeniem kulinarnym, doradzam Ci powstały krem przetrzeć przez sitko. Potem dodaj mascarpone i jeszcze raz zmiksuj i zagotuj. Dopraw pieprzem oraz odrobiną soli. Do smaku podaj osobno grzanki z pastą z czarnych oliwek i siadaj do stołu, by uradować swe podniebienie.

autor : Moment Cafe

Zupa Kim Chi Jige (druga nagroda Festiwalu 2006

Kim Chi – narodowa potrawa koreańska kim chi. Nazwa określa dziesiątki odmian kiszonych (przeważnie na ostro) warzyw z kapustą pekińską i rzodkwią daikon na czele. Ta sycąca i rozgrzewająca zupa cieszy się opinią usuwającej dolegliwości “dnia wczorajszego” związane z przedawkowaniem trunków…

Kapusta kim-chi ok. – ¼ główki kapusty (pekińska kapusta kiszona z dodatkiem czosnku, pora, surowych ryb, krewetek, pasty paprykowej schambal, soli i cukru. Kiszona przez ok. 21 dni w zmiennej temperaturze)

4 ząbki czosnku
1 por
1 cebula
20 dkg boczku wędzonego
20 dkg karkówki
10 dkg grzybów shiitake
1 łyżka pasty miso
1 łyżka pasty paprykowej
0,7 l bulionu rosołowego
1 łyżeczka czerwonej papryki słodkiej
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
15 dkg sera tofu
sos sojowy – do koloru i smaku

Wędzony boczek kroimy w kostkę i obgotowujemy, następnie przesmażamy wraz z karkówką i pokrojoną w kostkę cebulą. Po zeszkleniu dodajemy pokrojonego pora i dusimy ok. 10 minut. Dodajemy pokrojoną kapustę kim – chi wraz z posiekanym drobno czosnkiem. Dusimy jeszcze ok. 10 minut. Następnie dodajemy bulion i przyprawiamy solą, cukrem, sosem sojowym, papryką słodką. Dodajemy grzyby shiitake (wcześniej namoczone ok. 1 h, pokrojone w paski). Gotujemy zupę ok. 20 minut. Na końcu dodajemy przetartą pastę miso i pokrojone w dużą kostkę tofu.

Autor : Edo Sushi Bar

Zupa Tallulah (trzecia nagroda Festiwalu 2006

Przygotuj wywar warzywno – striptizersko – korzenny:

7 ładnych striptizerek (korpusów kurzych)
jedna smukła szyja indyczki (tej, która myślała o niedzieli…)
garść świeżych ziaren kardamonu
jeden duży starty korzeń imbiru
korzenie świeżej kolendry
2 garści białych rodzynek
cebula
kolendra w ziarnach
świeża trawa cytrynowa
liście lemonki
liście i łodygi czerwonej bazylii
skórka z pięciu lemonek

Czas zająć się biustem…..

Pomasuj striptizerki w marynacie z zielonej curry, wyciśnij na nie świeży sok z lemonek. Niech biusty tak poleżą i dojrzeją kilka godzin. Następnie pokrój je w kostkę, później zacznij je pieścić w woku. Gdy zapach wywaru unoszący się wszędzie będzie zniewalał twoje zmysły, dodaj do niego striptizerki. Zalej całość mlekiem kokosowym posyp świeżą kolendrą, skrop na koniec sokiem ze świeżo wyciśniętej lemonki i gotowe. Próbujesz, odlatujesz, pieścisz podniebienie…

autor: redakcja serwisów cracow-life i e-krakow

Żurek na żyntycy z zajęczym szczawiem (wyróznienie Festiwalu 2006

0,5 l żyntycy (serwatka owcza)
2 l wody
15 dkg podgardla wędzonego
25 dkg kiełbasy zwyczajnej
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki razowej
0,1 l śmietany
1 cebula
4 ząbki czosnku
1 łyżka masła
kromka razowa
przyprawy: zajęczy szczawik, chrzan, sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy

Zakisić żur z 1 l wody, mąki razowej i pszennej z razową kromką. Dodać dwa ząbki czosnku i listek. Przygotować wywar z ¾ podgardla, czosnku, przyprawić zielem i liściem. Do gotującego się wywaru dodać zakwas (mieszając), a następnie powoli wlać żyntycę (mieszając). Przygotować okrasę z reszty podgardla (wysmażyć) dodać cebulę, a następnie pokrojoną w cienkie plasterki kiełbasę. Lekko przysmażyć i dodać do zupy. Oddzielić listki zajęczego szczawiu od łodyżek. Następnie sklarować masło, zdjąć z ognia i na gorące wrzucić szczawik. Dodać do zupy. Przyprawić i gotowe. Podawać można z jajkiem, kiełbasą lub gotowanymi osobno ziemniakami.

autor: Pensjonat Jolka, Bukowina Tatrzańska

Autor artykułu: Edyta Sowa

Złote gody

April 26th, 2007

Były gratulacje, życzenia, kwiaty i gromkie „Sto lat” odśpiewane przez dziecięcy zespół „Mali Słopniczanie”. Dwadzieścia dwie pary małżeńskie ze Słopnic obchodziły jubileusz Złotych Godów.
Nikt z gości Jubilatów nie spodziewał się tak uroczystych obchodów ich święta. Dlatego wielokrotnie w oczach każdego z nich zakręciła się łezka radości.
– Byli zaskoczeni, że ktoś zorganizował dla nich coś tak pięknego – mówi Zofia Mrózek z Urzędu Stanu Cywilnego w Słopnicach. – Nie spodziewali się, że ktoś poświęci tyle czasu i pracy, by zorganizować im takie przyjęcie.
– Pięćdziesiąt lat razem, to piękny jubileusz – mówił wójt gminy Słopnice, Adam Sołtys. – Aby móc je przeżyć, trzeba wiele miłości, tolerancji i zrozumienia dla siebie wzajemnie.
Recepty na długoletnie małżeństwo nie istnieje.
Jubilaci mówili, że wystarczy radość z każdego dnia spędzonego razem, miłość i dużo uśmiechu na twarzy.
– Małżonkowie, którzy przeżyli ze sobą pół wieku zostali odznaczeni Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie nadanymi przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego – mówi Zofia Mrózek. – Wszystkie pary otrzymały także listy gratulacyjne między innymi od wojewody małopolskiego.
Życzenia kolejnych lat życia w zdrowiu i wzajemnym szacunku przekazał małżonkom także ks. proboszcz Jan Gniewek oraz wiceprzewodniczący Rady Gminy Józef Bednarczyk.
Chwile radości uświetnił także taniec i muzyka w wykonaniu Zespołu „Mali Słopniczanie”.
– Spotkanie zakończyliśmy wspólnym toastem i rozmowami przy jubileuszowym obiedzie – dodaje kierowniczka USC.
Medale za Długoletnie Pożycie Małżeńskie otrzymali: Mieczysław i Maria Biedroniowie, Bronisław i Maria Filipiakowie, Ludwik i Waleria Florkowie, Piotr i Stanisława Franczakowie, Jan i Antonina Gąsiorowie, Jan i Maria Grucelowie, Kazimierz i Bronisława Łukasikowie, Mieczysław i Wiktoria Obrokowie, Antoni i Józefa Podgórny, Jan i Genowefa Podgórny, Aleksander i Maria Porębowie, Tadeusz i Władysława Porębowie, Józef i Czesława Ryżowie, Józef i Zofia Ryżowie, Stanisław i Bronisława Ryżowie, Julian i Aniela Staniszewscy, Jan i Wiktoria Ślazykowie, Józef i Maria Ślazykowie, Jan i Józefa Talaskowie, Marian i Maria Trzópkowie, Andrzej i Katarzyna Więckowie, Józef i Aleksandra Więckowie.
sylwia golonka

Autor artykułu:

Zeżarły mi kwiatki!

April 26th, 2007

W Muszynie, w dzielnicy Zapopradzie od wielu lat trwa terror. Zwierzęta zaczęły dominować nad człowiekiem utrudniając mu wypoczynek i normalne życie. Konie, owce, kozy i krowy chodzą samopas strasząc turystów.
Stratował turystkę
– Niedawno, koń pana Śliwy stratował wczasowiczkę, innym razem wskoczył na maskę samochodu. Oprócz strat finansowych, które spowodowały te zwierzęta, zagrażają również naszym mieszkańcom – mówi Waldemar Serwiński, burmistrz Muszyny. – Kilka razy rozmawiałem z właścicielem. Odpowiadał, że nie ma pieniędzy nawet na mandaty, a co dopiero na odpowiednie zajmowanie się swoimi zwierzętami i trzymanie ich za ogrodzeniem.
Co najmniej od 15 lat, na terenie wypoczynkowej dzielnicy miasteczka, zwierzęta czynią szkody na prywatnych działkach przy alei Zdrojowej. A na Franciszka Śliwę nie ma mocnych.
– Miałam tam przez lata piękną, rekreacyjną działkę – miejsce wręcz wymarzone – mówi mieszkanka Muszyny Jolanta Urbańska. – Ale musiałam z niej zrezygnować, bo kozy wyjadły mi rabatki, a konie połamały płot.

Owce i kozy to nasze utrapienie
Dwa lata temu spółdzielnia Muszynianka własnym sumptem wybudowała pijalnię wody mineralnej Antoni. Teraz prezeska Maria Janas załamuje ręce z bezradności. Luzem chodzące kozy i owce wyżerają tam rabatki i niszczą wypielęgnowaną trawę. Ba, kozy pana Śliwy to prawdziwe artystki estradowe – z lubością hasają w tamtejszym amfiteatrze.
Z kolei, obecność koni na gminnym placu zabaw to codzienność. O tym, że dzieci boją się korzystać z zainstalowanych tam urządzeń nie ma co wspominać.
Za dwa tygodnie w amfiteatrze ma wystąpić z recitalem Krzysztof Krawczyk – kozy pana Śliwy będą mu zapewne towarzyszyły…

Kim jest Śliwa?
Franciszek Śliwa to oryginał. Nosi brodę po pas i gospodarzy nad brzegiem Popradu. Nie miał ochoty na rozmowę z dziennikarzem. Trwa w postanowieniu, że hodowla koni i innych zwierząt jest dla niego jedynym źródłem utrzymania.
– Dla turystów i wczasowiczów może to wyglądać jak prawdziwy folklor muszyński – mówi Andrzej Moszczak z Muszyny. – Ale ja mam dosyć – zwierzyna niszczy mi działkę. Jadę tam z obawą, czy aby konie pana Śliwy nie stratują mi samochodu.
Przed paroma dniami ucieczką przed psami salwował się sam burmistrz Serwiński próbując pertraktować z hodowcą zwierząt.

Nielegalny dom?
– Zgłaszałem tę sprawę do Towarzystwa Ochrony Zwierząt – mówi burmistrz Serwiński. – Ale nie zainteresowano się tym problemem głębiej. Trzeba przyznać, że zwierzęta są zadbane i należycie hodowane.
Wszystko wskazuje na to, że zabudowania Śliwy nad Popradem stoją nielegalnie. Sprawą powinien się więc zainteresować Powiatowy Nadzór Budowlany w Nowym Sączu.
Szkody czynione przez zwierzęta są tym dotkliwsze, że dużym nakładem pieniędzy przez dwa ostatnie lata stworzono na Zapopradziu prawdziwe centrum rekreacyjne.
jerzy wideł

Autor artykułu:

Wielkie emocje dla 900 sądeczan

April 25th, 2007

Wczoraj w 10 gimnazjach w Nowym Sączu ponad 900 dziewcząt i chłopców zasiadło przy stolikach, żeby zdawać pierwszą część egzaminu gimnazjalnego.
Zmagania z wiedzą, a raczej wyścig po punkty niezbędne do ubiegania się o przyjęcie do renomowanych szkół średnich, zaczęły się od przedmiotów humanistycznych.
Na dzisiaj zaplanowana jest część matematyczna egzaminu.
Będzie rekord?
– Doświadczenie egzaminów gimnazjalnych lat minionych napawa nas optymizmem – mówi Waldemar Olszyński, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Nowym Sączu. – Rok temu Małopolska uzyskała najwyższy wynik punktowy w Polsce, a Nowy Sącz i tak osiągnął średnią powyżej tej rekordowej ilości małopolskiej. To naprawdę bardzo optymistyczne także dla tegorocznych gimnazjalnych trzecioklasistów. Skoro poziom nauczania przed rokiem był tak wysoki, to raczej nie załamał się w ciągu zaledwie roku. Mogą więc liczyć na solidną porcję punktów, które pozwolą im na wybieranie w liceach niczym w ulęgałkach.
Agnieszka Przystalska i Magdalena Sach z Gimnazjum nr 2 w Nowym Sączu wczoraj tylko kibicowały koleżankom i kolegom zmagającym się z egzaminem humanistycznym. One były z tego egzaminu zwolnione jako laureatki konkursu „Losy żołnierza i dzieje oręża polskiego”.
Wielkie emocje przeżywała natomiast Katarzyna Kaczmarczyk z kl. IIIb tego gimnazjum, chociaż uśmiechu nie straciła nawet po wyjściu z sali egzaminacyjnej, mówiąc, że „tematy były całkiem spoko”. Tę opinię potwierdzała jej koleżanka z klasy Małgorzata Sapalska.
– Dla nas egzamin jest poważną operacją logistyczną – wyznaje Joanna Wituszyńska, dyrektorka sądeckiego Gimnazjum nr 2. – Mamy 230 trzecioklasistów. Przychodzą do nas egzaminatorzy. Trzeba to wszystko zgrać, przygotować wiele sal, zabezpieczyć spokój w całym budynku. W pierwszym dniu wszystko poszło bez niemiłych niespodzianek.
Co napisać o ogrodach
W Gimnazjum w Gródku nad Dunajcem egzamin pisało 39 uczniów z klas, których wychowawczyniami są: Iwona Łukasik oraz Agnieszka Michalik. Młodzi oceniali, że tematy nie były łatwe. Problemem okazało się napisanie rozprawki nt. „Świat pozbawiony piękna ogrodów byłby uboższy”.
stanisław śmierciak

Autor artykułu:

Skate–rabusie

April 3rd, 2007

Młodzi pasjonaci jazdy na deskach i rolkach, zdesperowani brakiem miejsca, w którym można potrenować skate–akrobacje próbowali… rozebrać most na Łubince dający początek obwodnicy Nowego Sącza. Z barierki zamierzali zrobić rampę do jazdy na deskorolkach.
W akcji piłowania barierki mostu przeszkodzili młodzieży policjanci.
– Około godziny 21 oficer dyżurny otrzymał telefoniczną informację o niepokojącym zachowaniu młodych ludzi. Skierował patrol na osiedle Westerplatte. Policjanci wjeżdżając na most przy ul. Pieczkowskiego zauważyli trzech młodzieńców. Na widok radiowozu jeden z nich odrzucił jakiś przedmiot, a cała trójka rzuciła się do ucieczki – opowiada asp. sztab. Beata Frohlich, rzecznik prasowy sądeckiej policji.
Mundurowi złapali dwóch uciekinierów: 18– i 19–latka i odnaleźli porzucony przez nich brzeszczot, którym sprawcy w czterech miejscach próbowali odciąć barierkę mostu. Trzeci sprawca piłowania barierki mostu sam zgłosił się na policję.
– Zatrzymani tłumaczyli, że barierka była im potrzebna do skonstruowania rampy – mówi rzeczniczka policji.
Jak się dowiedzieliśmy, desperacki czyn młodych ludzi miał swoje podłoże… polityczne. Tłumaczyli, że władze miasta poprzedniej kadencji obiecały, że w mieście powstanie solidnie wyposażony skate–park. Na obietnicach się skończyło. Wyposażenia parku jak nie było, tak nie ma, więc postanowili samodzielnie się o nie postarać. Dlaczego miasto nie wywiązało się z obietnic?
– Niedawno odbył się przetarg na wyposażenie skate–parku. Niestety trzeba było go unieważnić, ponieważ oferenci zażyczyli sobie większych pieniędzy niż te, które zabezpieczono w budżecie, czyli 15 tysięcy złotych – wyjaśnia rzeczniczka Urzędu Miasta Małgorzata Grybel. – W najbliższym czasie cała procedura przetargowa ma zostać powtórzona.
(ik)

Autor artykułu:

Z miłości do Tatr

March 31st, 2007

Wczoraj w Empiku, na Rynku Głównym w Krakowie, odbyło się spotkanie z Anną Król, kustoszem i autorką albumu “Wiatr halny. Krajowidoki i wrażenia z Tatr w malarstwie polskim XIX i XX wieku” oraz Zbigniewem Turlejem prezesem Fundacji Turlej.

W krakowskim Empiku odbyła sie promocja albumu z pracami o tematyce tatrzańskiej. Spotkanie poświęcone “miłości do gór” – ze swojej pasjii spowiadali się Anna Król kustosz i autorka albumu Wiatr halny. Krajowidoki i wrażenia z Tatr w malarstwie polskim XIX i XX wieku oraz Zbigniew Turlej prezes Fundacji Turleja oraz wydawca książki. Zarówno Anna Król jak i Zbigniew Turlej dzielili się z uczestnikami spotkania kulisami powstawania albumu i idei jaka przyświecała wydaniu książki i zorganizowaniu wystawy na ten sam temat.

Autorka i wydawcy albumu chcieli pokazać zjawiska ciekawe, promocję tych “zjawisk” także poza granicami kraju i nie tylko oraz ukazanie szerokiej publiczności artystów posiadających niezwykły talent, a przez historyków sztuki albo niedocenionych, albo “wyrzuconych na magazyn”.

O wydaniu albumu sama Anna Król mówi: – Dla mnie to realizacja wielkiego marzenia. Urodziłam się w Zakopanem i od dawna jestem związana z górami. Jestem dumna, że możemy pokazywać obrazy nieznane, prywatne kolekcje. Dla historyka sztuki nie ma nic przyjemniejszego niż stykanie się z nieznanym.

– Każdy kto kiedykolwiek chodził po górach wie, że góry uczą. Wystawa ma zachęcić do udania się w Tatry, ale inaczej niż czyniło się to do tej pory. Spotkanie ma zachęcać do osobistego a wręcz intymnego kontaktu z górską naturą a tak naprawdę do zmierzenia się z samym sobą – wyznała autorka.

Album jest zapowiedzią wystawy, którą obecnie można oglądać w Krakowie.
To wystawa prezentująca ponad dwieście dzieł – obrazów olejnych, pasteli i akwarel – ukazujących rozmaite motywy tatrzańskie namalowane przez zauroczonych górami polskich artystów. Dzieło Aleksandra Mroczkowskiego jest wiodące całości i można go zobaczyć na plakacie zapowiadającym wystawę. Twórczość tego malarza była w całości poświęcona malarstwu tatrzańskiemu.
Na wystawie zgromadzono między innymi najstarsze wyobrażenia Tatr utrwalone przez pierwszego polskiego malarza”krajowidoków”, Jana Nepomucena Głowackiego. Jego “Widok Tatr z Poronina” z roku 1836 otwiera prezentację, zamyka ją zaś “Widok Tatr z Galicowej Grapy”, ukazany niemal z tego samego miejsca, w którym “zdejmował” swój widok Głowacki.
Jedyną żyjącą artystką, której prace możemy podziwiać zarówno w książce jak i na wystawie jest Irena Trzeciewińska była ona również obecna na spotkaniu.

Album jest o wiele bardziej obszerny niż wystawa, jak powiedział mi Zbigniew Turlej – praca nad albumem i zbieranie do niego wszystkich materiałów, a także proces pewnej selekcji trwał 1,5 roku.
Zaskakujące słowo w temacie albumu i wystawy “krajowidoki’ wyjaśniła Anna Król, mówiąc o użytym neologiźmie, który ściśle łączy się z tragiczną historią Polski, która nie zagrabiona przez trzech zaborców, nie mogła tworzyć samodzielnego i niepodległego państwa, dlatego tak ważne było by stworzyć sztukę narodową. Warto podkreślić, że może mało osób wie, ale Tatry dla Rodaków były ostoją wolności, nadzieją, że wolność zostanie Polsce zwrócona. Artystom chodziło głównie o to, aby “zdejmować widoki” niczym aparatem cyfrowym, po to by przypominać Polakom, że są wolni i góry dają im tę wolność, która choć jest zabrana, wróci do nich niedługo.

Spotkanie zakończyło się bardzo serdecznym zaproszeniem organizatorów na wystawę. Widząc te dzieła, myślę, że wystawa jest na bardzo wysokim europejskim poziomie, a w człowieku, oglądając budzi się taka refleksja, zamyślenie nad ciągle biegnącym życiem. W mojej podświadomości pojawiła się myśl: “Gdzie biegniesz? Zatrzymaj się! Pomyśl. Zmierz się z samą sobą.”

Na spotkaniu razem ze mną była Anna Pająk, która wykonała zdjęcia, które można podziwiać. Wystawę można oglądać do 20 maja w Krakowie w galerii mieszczącej się przy ulicy św. Jana 2. Z Krakowa po 20 maja wystawa zostanie przeniesiona do Zakopanego.

Autor artykułu: Magdalena Kaczwińska

Nie będą nikogo wysiedlać

March 30th, 2007

Czysta woda, ryby, łódki i turyści, a za nimi… płynące pieniądze. To wizja jaką żyją mieszkańcy Stróż, Białej i Siołkowej – wizja, którą kuszą urzędnicy z gminy i Urzędu Marszałkowskiego. Czy za kilka lat dziewiczy do tej pory teren stanie się miejscem wypoczynku, rekreacji i nowych miejsc pracy dla tutejszych rolników?
– Jesteśmy zadowoleni z planów jakie przedstawia Urząd Gminy dotyczących utworzenia w tym miejscu niewielkiego zalewu. Wiążę z tą inwestycją plany na przyszłość – mówi mieszkający w pobliżu Krzysztof Litawa. – Mam tutaj rodzinny dom, myślę o otworzeniu gospodarstwa agroturystycznego lub zrobienia pokoi dla gości. Podobnie myślą sąsiedzi. Nie słyszałem, żeby mieli negatywne zdanie na temat tego pomysłu.
– Mamy też nadzieję, że budowa „jeziora” przyniesie także korzyści takie jak np. asfaltowa droga, na którą czekamy od lat, utrzymanie przejezdnego dojazdu zimą i być może pracę w miejscu, gdzie mieszkamy – dodaje pan Krzysztof.
Pomysł wybudowania zbiornika wodnego koło Grybowa jest projektem programu Urzędu Marszałkowskiego, w tym roku kompletowana będzie dokumentacja inwestycji.
– Teren pomiędzy Siołkową, Białą i Stróżami, to prawie 15 hektarów, które za kilka lat staną się przede wszystkim zbiornikiem wody pitnej. Mamy jej w gminie o wiele za mało – opowiada wójt gminy Grybów Piotr Krok. – Planujemy też budowę małej elektrowni wodnej na cele własne. Jest to przepiękne miejsce widokowe, wypoczynkowe, a tafla wody w tej kotlinie doda jej tylko uroku i walorów rekreacyjnych. Jesteśmy na etapie wykupywania gruntów od właścicieli.
Do tej pory wykonano już badania geologiczne i opracowano szczegółową koncepcję prac. Inwestycja finansowana będzie z pieniędzy Urzędu Marszałkowskiego, do UG należy zabezpieczenie terenu, czyli uregulowanie praw własności ziemi. W tym miejscu nikomu nie grożą wysiedlenia – na terenie zalewowym nie ma bowiem domów i budynków gospodarczych. Nie ma tam również znaczących upraw. Jednak walory przyrodnicze i turystyczne tego terenu są spore – dlatego wielu z właścicieli działek nie satysfakcjonują ceny jakie gmina proponuje za ich wykupienie. Do tej pory nie wszyscy zainteresowani bezpośrednio mieszkańcy dostali jakąkolwiek ofertę ze strony inwestorów.
katarzyna sułkowska

Autor artykułu:

Basen marzeń

March 19th, 2007

Plany budowy basenu w Limanowej wciąż pozostają w sferze… planów. Do niedawna wydawało się, że wszystko zapięte na ostatni guzik, ale im bliżej inwestycji – tym więcej pytań. Czy limanowianie doczekają się kompleksu rekreacyjnego? Na razie wszystko wskazuje na to, że nadal będą dawali zarabiać pływalni w Nowym Sączu.
Początkowe deklaracje mówiły, że miasto, powiat i gmina Limanowa budują basen na działkach należących do miasta. Wszystkie trzy samorządy miały po równo współfinansować inwestycję. Jakiś czas temu, o zmniejszeniu udziału w kosztach budowy zaczęła mówić gmina (chociaż nie wykluczała całkowicie swojego udziału). Po takiej deklaracji, miasto i powiat postanowiły zaproponować udział w kosztach wszystkim gminom Limanowszczyzny. Wydawało się, że o sojuszników nie będzie trudno. Okazało się jednak, że nie wszystkie gminy widzą dla siebie interes w takiej inwestycji.
– Nie będziemy brali finansowego udziału w budowie basenu w Limanowej. Bliżej mamy do Myślenic – właśnie tam korzystamy teraz z basenu. Po drugie, sami planujemy taką inwestycję w Mszanie – powiedział Tadeusz Patalita, wójt gminy Mszana Dolna. – Nie oznacza to, że nie pomogę w lobbowaniu planów limanowskiej inwestycji.
Samorządowcy z gminy Kamienica też nie widzą siebie w gronie finansujących budowę kompleksu w Limanowej.
Inne gminy z powiatu nie wykluczają swojego udziału, ale jak zaznaczają, będą partycypować w kosztach symbolicznie.
– Z naszej strony można liczyć na symboliczną kwotę 5 tysięcy złotych. Tyle już obiecaliśmy – mówi wójt gminy Laskowa Stanisława Niebylska.
Podobne deklaracje inwestorzy limanowskiego basenu usłyszeli od wójtów między innymi Słopnic i Łukowicy.
– W tej chwili czekamy na oficjalne pismo ze starostwa i miasta Limanowa. Dopiero później przedstawimy je podczas posiedzeń gminnych rad i w jakiś sposób się do tego ustosunkujemy. Taki wydatek musi zostać zatwierdzony jako uchwała do budżetu przez radnych – mówią wójtowie. – Pismo w tej sprawie nie zostało jeszcze do nas skierowane.
Mieszkańców Limanowej nie obchodzą tarcia w samorządach. Mają nadzieję, że gminy dojdą do porozumienia i zapowiadany od kilku kadencji basen wreszcie powstanie.
sylwia golonka

Autor artykułu:

Chcą uratować tatę

March 19th, 2007

Z płomieni nie udało się uratować nic. Rodzina Kaperów z Kostrzy w jeden wieczór straciła dorobek całego życia. Rok wcześniej wyremontowali cały dom. A teraz taka tragedia. Pomimo przeciwności losu, nie poddali się. Chcą odbudować doszczętnie zniszczony dom. Dla taty. To może pomóc mu wyjść z poważnej choroby.
Ojciec ma raka
Kiedy zobaczył zgliszcza swojego domu, pan Edward chciał spędzić resztę życia w ocalałej komórce w pobliżu kikutów ścian i pozostałości po dachu. Udało się go namówić, aby zamieszkał wraz z rodziną u córki Kasi. Teraz wszyscy zajmują dwa maleńkie pokoje u najstarszej córki. W sumie na kilkunastu metrach żyje czwórka dzieci, dwoje wnucząt i dorośli. Edward Kapera jest ciężko chory. Ma nowotwór złośliwy – stracił już część języka, migdały i węzły chłonne. Teraz szczególnie musi na siebie uważać.
– Dobre jedzenie i dużo płynu, to jest dla niego najważniejsze – mówi żona Edwarda Kapera. – Właśnie zaczyna się cykl sześciotygodniowych naświetlań. Nie wiem, jak sobie damy radę. Musimy codziennie dojeżdżać do Krakowa.
A było już tak dobrze
Niespełna rok temu udało im się wyremontować cały dom. Nowe meble i panele teraz są już tylko wspomnieniem. Nic nie zostało. Najstarsza córka też miała plany budowy swojego domu. Zamówiła już nawet projekty. Dzień przed tragedią zostawiła dzieci u dziadków i pojechała za granicę, żeby trochę dorobić. Kiedy dojechała, chciała dać znać, że wszystko u niej dobrze. Nie mogła się jednak dodzwonić do rodziców. Na drugi dzień zadzwonili oni – powiedzieli o tragedii. Pani Katarzyna wróciła. – Wszystko co zarobiłam – oddałam rodzicom. Nie było tego wiele – mówi najstarsza córka Kaperów. Najmłodsza, Ania, jest w piątej klasie szkoły podstawowej. Jest jeszcze dwóch synów: jeden bezrobotny, drugi pojechał na Zachód, żeby zarobić i pomóc rodzicom.
Wszyscy pomagają
Teraz najważniejsze dla nich jest wyjście ojca z choroby. Motywacją do walki z rakiem będzie dla niego możliwość odbudowania domu. – Mąż bardzo przeżył pożar. Przecież to był jego rodzinny dom, w którym się urodził i dorastał. Spędził w nim całe życie – mówi pani Katarzyna. Aby pomóc mu wyjść z choroby, rodzina chce rozpocząć odbudowę domu. Nie będzie to łatwe, chociaż pomagają wszyscy znajomi.
Na drugi dzień od pożaru, we wsi przeprowadzono zbiórkę ubrań. Z kolei w niedzielę po mszy przeprowadzono zbiórkę pieniędzy. Znajomi chętnie wrzucali banknoty.
– Na naszym koncie jest teraz 17 tysięcy złotych. W sam raz wystarczy na zalanie fundamentów pod nowym domem – mówi żona pana Edwarda. – Ale do postawienia murów jeszcze daleka droga. Udało nam się załatwić taniej pustaki, ale nie wiemy, jak poradzimy sobie z całą resztą. Największe wydatki dopiero przed nami. Teraz najbardziej przydały by im się materiały wykończeniowe. – Gdyby ktoś mógł ofiarować nam drewno na dach, jakieś płytki, drzwi czy okno, bylibyśmy tak bardzo szczęśliwi – mówi pani Katarzyna. – Chcemy jak najszybciej ruszyć z budową, żeby mąż wiedział, że nie wszystko stracone, żeby miał motywację do walki z chorobą. Pieniądze, które pomogą pogorzelcom z Kostrzy można wpłacać na konto: Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Krakowie Oddział w Jodłowniku: 94 85890006 0201 0002 4325 0001.
sylwia golonka

Autor artykułu: